Strona niedawno ruszyła i znajduje się w fazie głębokiej entropii.
Jeśli masz jakieś uwagi lub chcesz się podzielić swoimi spostrzeżeniami – pisz!

* Twoje imię

* Twój e-mail

Treść wiadomości

Wiadomości w formacie RSS

VI International Freediving Polish Cup 2009 – stres, emocje i pokaz blackout’ów

apneus
Hubert Choma
24.04.2009

Freediving Team Warszawa w Krakowie

Kraków :-)

Pierwsze zawody w Krakowie odbyły się w kwietniu 2005 roku. Pojechaliśmy tam by zdobyć nowe doświadczenia. Ekipę FTW tworzył wtedy tylko dwuosobowy skład (Andrzej Wiland i Hubert Choma). Debiut nie był udany. Andrzej dostał czerwoną kartkę w konkurencji statycznego wstrzymywania oddechu. Pod koniec swojej próby szukał rękoma haka w ścianie, którego miał się złapać przy podnoszeniu z wody. Niestety dookoła były tylko śliskie ściany basenu. W grubej piance do scuba Andrzejowi ciężko było wstać. Nietrudno przewidzieć, że ta statyka zakończyła się sambą i dyskwalifikacją (DSQ). Ja dostałem czerwoną kartkę po przepłynięciu w dynamice 100m -- za kilkukrotne wynurzenie stóp po płytkiej stronie basenu.

Kolejne krakowskie zawody były dla nas szczęśliwe -- dwukrotnie stawałem na podium. Jak było tym razem?

VI Puchar Polski

img_1446
Od rana czuć było napięcie w powietrzu. Łukasz co chwilę próbował nas rozweselić jakimiś śmiesznymi tekstami. Andrzej przypominał sobie ciągle swoje DSQ w dynamice, podczas ubiegłorocznych zawodów w Warszawie. Michał zastanawiał się jak bez płetw popłyną inni zawodnicy. Ja również byłem zestresowany i jedyne o czym marzyłem to, aby było już po wszystkim. Zawsze na dzień przed zawodami mam problemy z zaśnięciem. W Krakowie miałem podwójne ze względu na chrapanie Łukasza, który dawał nocne koncerty :-)

Przed 10:00 jesteśmy na basenie. Rejestracja, odprawa i w końcu starty w konkurencji statyki. Pierwszym zawodnikiem FTW, który startuje jest debiutant -- Michał Mrozowski “Emero”. Michał na ostatnich treningach dowiódł jak wielki ma potencjał. Mimo, iż zrobił zaledwie kilkanaście statyk w życiu, na ostatnim treningu przed zawodami osiągnął czas 6:00 min!!! Wiedziałem już wtedy, że po słynnym “Sambomierzu” -- Piorku Wawerze -- Michał może być kolejnym zawodnikiem, który sprawi niespodziankę. Emero zrobił rozgrzewkę i czekał na swoją kolej.

Falstart -- Michał, 6:01, DSQ

img_1485

Sędzia zaczął odliczanie, a bardzo skoncentrowany Michał dopakował płuca jeszcze zanim usłyszał “official top”. Kilka silnych wdechów i łagodne zanurzenie…

img_1488
Pierwsze skurcze jeszcze przed 3 minutą nie napawały mnie optymizmem, a po 4 minucie coraz częściej i mocniej dawały o sobie znać. Po 5 minucie Michał zmienił pozycję z leżącej na stojącą kontynuując statykę. “Relaksuj się” -- powtarzałem, co pomagało mu w ponaddwuminutowej walce ze skurczami. Przy 5:50 widać już było mocne bąblowanie, a głowa rozpoczęła wędrówkę na boki. Takie odruchy trochę mnie zaniepokoiły, ale Michał pewnie odpowiadał na wszystkie zapytania -- nie miałem powodu interweniować.

Równo z 6 minutą Emero podniósł się. Po ciężkim zasysającym oddechu wiedziałem, że miał objawy samby -- brak koordynacji ruchów rąk i lekkie zawroty głowy. Zgodnie z regulaminem mogłem podpowiadać mu procedurę powierzchniową -- zdjęcie “sprzętu twarzowego”, znak ręką, formułka “jestem OK”. Kolejność była prawidłowa, jednakże kilkukrotna próba zdjęcia i poprawiania okularków zajęła zbyt dużo z 15-sekundowego limitu czasowego… “Strasznie mi przykro” -- powiedział sędzia i nowy prezes SFP, Radek Gaca… Michał przedłużył o 1,4 sekundy procedurę, co kosztowało go dyskwalifikację. Po wszystkim okaże się, że z takim czasem po pierwszej konkurencji, byłby trzeci… Wiedziałem, że DSQ to dla niego duże rozczarowanie :-(

I’m OK! -- Marcin, 4:31

11:42 to czas startu kolejnego zawodnika Freediving Team Warszawa. Podobnie jak dla Michała, dla Marcina to pierwsze w życiu zawody. Firefox przygotowywał się używając techniki oddychania, którą stosował legendarny Jacques Mayol -  Alternate Nostril Breathing. Jak mówił -- ten sposób najlepiej go uspokaja i spowalnia puls.

img_14911

Zgodnie z planem miałem asekurować tylko Michała, zdecydowaliśmy jednak, że pomogę także Marcinowi (przed zawodami dokładnie planujemy całą strategię asekuracji :-)) Pierwsze skurcze Marcin miał około 3 minuty. Przy 4 minucie, zmienił pozycję z leżącej na stojącą. W tym momencie musiałem odsunąć się dalej od niego, by nie zostać przypadkowo dotkniętym podczas wynurzania -- oznaczałoby to dyskwalifikację. 4:15 -- zaczynają się silnie skurcze. Wiem że Firefox jest często “laryngospazmiczny” po statykach, a tańczenie samby jest u niego na porządku dziennym (na filmie “Co to jest freediving” z targów Wiatr i Woda 2009 można obejrzeć jego prawdziwy laryngospazm :-)). 4:30 Marcin osiągnął czas zakładany przez siebie i dałem mu sygnał, aby zakończył statykę. Możliwe, że pociągnąłby jeszcze kilka sekund dłużej, ale to nie trening tylko zawody, a tu liczy się biała kartka.

Pierwsze słowa skierowane do niego to “oddychaj, oddychaj”, aby zapobiec skurczowi strun głosowych. Kilka ciężkich wdechów i zdjęcie maski. W tym momencie zauważyłem duże oczy Marcina. Zdziwiło mnie, że nie patrzy w kierunku sędziego, tylko moim. Jeszcze nie w pełni świadomie wykonuje pewne ruchy, łapie się za nos szukając zacisku, a przecież miał na sobie tylko maskę! Zaraz pomyli się w procedurze! Powtarzam na głos kilka razy “pokaż OK”. Uff! Marcin pokazuje znak…  Nie wiem skąd w mojej głowie wzięła się anglojęzyczna wersja formułki, przecież zawsze na treningach mówimy “jestem OK”. Tym razem podpowiadam “I’m OK”, a Marcin w ślad za mną powtarza :-) Z białą kartką przechodzi procedurę -- osiągnął zamierzony cel!

img_1492

Statyka Andrzeja -- 4:34

Andrzej mocno skoncentrowany podszedł do stanowiska. Asekurował go Marcin. Charakterystyczne packi Andrzeja i zanurzenie zaraz po official top. Endriu denerwował się przed zawodami i dużo myślał o swoich poprzednich występach, które kończył dyskwalifikacjami. Mówił iż ten występ zrealizuje na 80% swoich możliwości. Nie wiem dla czego ale na jego twarzy widać było zrezygnowanie.

Andrzej przed startem

Po spokojnym początku Andrzej bez problemów dociera do 3 minuty. Firefox odpytuje go, a ten pewnie pokazuje znak OK. Grubo powyżej 3 minut obserwuję pierwsze, delikatne skurcze. Mija 4 minuta -- widać spory luz z jakim Andrzej robi statykę. Marcin przejęty pilnowaniem czasu i odpytywaniem, nie spogląda na zawodnika tylko na zegarek. Przy 4:20 dalej trzyma rękę na jego plecach -- jeżeli nie zabierze jej w momencie wynurzenia dróg oddechowych, Andrzej zostanie zdyskwalifikowany! Endrju spokojnie łapie się liny, to już końcówka statyki. Przy 4:30 widzę, że ta próba mogłaby potrwać o wiele dłużej, szczęśliwie Marcin na kilka sekund wcześniej cofa rękę. Andrzej decyduje skończyć i podnosi się z czasem 4:34. Bardzo szybko i bezbłędnie wykonuje procedurę. Biała kartka to już tylko formalność.

Jestem, Jestem OK -- 5:22

Startuję po Andrzeju w przedostatniej turze. Po mnie już tylko Tomek Bryl i nadzieja na nowy rekord Polski w statyce. Próbuje wyciszyć się i nie myśleć o niczym, ale w takim zamieszaniu to bardzo trudne. Podchodzę do stanowiska, do startu zostały 3 min. Chcę się zrelaksować, jednakże stres nie pozwala mi natleniać się tak łatwo jak podczas treningów. Czuję, że mięśnie oddechowe i przepona nie są w pełni rozluźnione.

Ale nerwy, ale nerwy...

Po official top biorę głęboki oddech. Szybkie dopakowania i kładę się. Pierwsza czynność to włączenie stopera oraz zalanie kaptura wodą. Gdy tylko zamknąłem oczy usłyszałem mocne bicie mojego serca. Prawdopodobnie stres związany z zawodami podwyższa wyraźnie puls -- nigdy na treningach tego nie zaobserwowałem. Czuję dyskomfort w klatce piersiowej i powoli zaczynam zdawać sobie świadomość, że przepakowałem. Muszę upuścić trochę drogocennego powietrza, gdyż przełoży się to na większy komfort w statyce -- paradoks! Wyobrażam sobie, że idę spać -- taka wizualizacja najlepiej zdaje mi się pomagać. Oby tylko jakieś głupoty nie plątały mi się po głowie!

Nie myśleć o niczym, nie myśleć o niczym...

3:15 -- odczuwam pierwszy łagodny skurcz. Spoglądam na zegarek dwa razy, jestem zaskoczony, że tak szybko pojawiły się pierwsze kontrakcje. Na treningach zwykle przychodzą po 4 minucie… W tym momencie przez głowę przelatuje głupia myśl: nie dotrwam do czasu zadeklarowanego!

Mimo zamkniętych oczu wiedziałem, że Andrzej widział co się dzieje i jest tym nie mniej zdziwiony niż ja. Przy 4:30 wszedłem w drugą fazę walki. Normalnie na treningu dopiero zaczynałbym mieć pierwszą fazę, a tu męczę się tak wcześnie. Wiedziałem już, że nie zrobię dobrego wyniku, a dalsza próba podjęcia walki zakończy się sambą. Przy 5 minucie daję znak Andrzejowi by nakierował mnie na linę. W podświadomości mówię sobie “to najgorsza statyka ze wszystkich na zawodach”. Przy 5:20 zacząłem wypuszczać powietrze kończąc wynikiem 5:22. Po wynurzeniu zaschło mi strasznie w gardle. Nie byłem w stanie za jednym razem powiedzieć “jestem ok” i wyszło na to, że powiedziałem “jestem… jestem ok”. Nie mogłem być zadowolony z takiego wyniku, ale cieszy fakt że wszystko skończyło się białą kartką.

Marcin w Glide Fin - 99m

Marcin przed startem

Jako pierwszy z naszej czwórki dynamikę rozpoczął Marcin. Płynął w mojej płetwie -- widać WaterWay to większy komfort niż Specialfins ;-) Start, Firefox robi pierwszy nawrót i uderza płetwą w ścianę, grrrr! Płynie spokojnie -- jego technika uległa w ostatnich tygodniach znacznej poprawie. Kończy się na 100m, choć wydaje się, że mógłby pociągnąć trochę dalej. Procedura i próba zaliczona, choć nie obyło się bez karnego metra za wynurzenie płetwy.

Fatum Andrzeja

Gdy Andrzej rozgrzewał się przed swoją próbą, na torze obok, miała miejsce nerwowa sytuacja -- Mateusz Malina zaliczył blackout. Dotarł, aż do 146m bez płetw i gdyby się wynurzył byłby to nowy rekord polski (stary to 139m). Szkoda, że się nie udało, ale jestem przekonany, że o tym zawodniku będzie jeszcze głośno.

Na minutę przed startem Andrzeja, na jego torze wciąż stoją asekuranci i dyskutują o próbie Mateusza! Wyobrażam sobie co musi teraz czuć Endrju -- rok temu na zawodach w Warszawie miała miejsce identyczna sytuacja -- jakby coś go prześladowało! Wreszcie start. Andrzej płynie w swoim tempie, równo, spokojne ciągnie płetwami, ale kończy już na 116m, choć na treningach z łatwością robi 125m. Wynurza się i… dopada go samba. Asekuranci nie łapią go zbyt pewnie i prawie uderza zębami o krawędź basenu! Po chwili dochodzi do siebie. Cholerny pech! Andrzej nie łam się! Na następnych zawodach na pewno to przełamiesz!

Moja dynamika i spadające high-waisty

Po dynamice Marcina szybko musiałem założyć monopłetwę i przygotować się do startu, gdyż byłem parę minut po nim. Marcin pomógł mi umocować balast, który noszę na plecach. Wymyśliłem go rok temu i jak na razie jest to jedyna alternatywa dla tradycyjnego necka, który nie pozwala mi dobrze ułożyć rąk w pozycji monofinera.

Jak to się zakładało...

Zaczyna się odliczanie i start. Od razu popełniam błąd -- nie odepchnąłem się stopami od ściany basenu. Dotknąłem go tylko krawędzią monopłetwy a to niezgodne z przepisami AIDA. Doświadczony sędzia Krzysztof Leszczyński wychwycił błąd, który kosztował mnie -- 5 punktów karnych. Pierwsze 50 m płynęło mi się bardzo dobrze, później przegłębienie basenu wybiło mnie z rytmu. Przy trzecim nawrocie czułem jak ściągnęły mi się spodnie high-waist, od tego momentu z każdym nawrotem spadały mi coraz bardziej :) Przy piątym nawrocie czułem jak wlewała mi się woda od strony pleców. Hamowało mnie to na tyle skutecznie, że nie wystarczyło mi sił na zrobienie 150m.  Wynurzyłem się pewnie na 136m.  Szybka procedura i żółta kartka za brak dotknięcia ręką, bądź stopą ściany basenu przy starcie. Krzysztof pogratulował mi ładnej dynamiki. W tym momencie mogłem spokojnie odetchnąć -- zawody dla mnie skończyły się pozytywnie.

Blackout Michała

Choć był to jego pierwszy start, Michał nie ukrywał, że chciałby poprawić jeden z najstarszych rekordów polski -- 139m bez płetw Pawła Strugały. Na treningu pływał już więcej, ale zawody to inna para kaloszy. Po starcie widzę, że się nie myliłem -- nerwy dają o sobie znać. Michał zbyt nisko zanurza się na głębokiej części basenu i przy drugim basenie traci płynąc pod górę stromego spadku basenu. Dociera do 50m i za wcześnie zaczyna robić nawrót. Nie dotyka ściany ręką i tylko odbija się lekko z jednej nogi. Duża strata! Nie wyczekuje fazy ślizgu między kopnięciem nogami, a ruchem rąk, płynie nie w swoim tempie robiąc 5, 6 cykli na jeden basen, podczas gdy normalnie tyle samo robi na dwa. Na domiar złego rozpina mu się rzep na karku i kopie dwa razy w ścianę -- boczne tory basenu Korona są nieco węższe… Wszystko idzie nie tak! Michał decyduje się walczyć i zamiast skończyć na 125m -- płynie dalej. Kilka ruchów rękami i… tak jakby ktoś nagle wyjął mu akumulator -- to jego pierwszy w życiu blackout. Asekuranci znów przystępują do pracy. Chwila nerwów i wszystko ok, choć Michał przyznał mi się potem, że głowa bolała go cały wieczór. Skończyło się na 140m -- tak blisko rekordu!

Wreszcie Piorek Bauza!

Zawody wygrał Piotr Bauza, któremu udało się przerwać dominację Roberta Cetlera. Choć także był jednym z kandydatów do rekordu DNF, Piotr skończył swoją próbę pewnie na 124m. Do niego należał również najlepszy czas statyki -- 7:02! Gratulujemy!

Robert był drugi, a trzeci Sergio Martinez-Alvarez -- takich nawrotów jeszcze nie widzieliśmy!

Ja byłem czwarty, Marcin -- dwunasty. Andrzej i Michał przez swoje czerwone kartki skończyli poza pierwszą piętnastką.

Całość wyników dostępna jest tutaj: http://www.freediving.torun.com.pl/VIPP/index.php?m=res

Super organizacja i świetna atmosfera. Dziękujemy! Tylko ten basen… Następnym razem prosimy coś o stałej głębokości! ;-)

Chciałbym też serdecznie podziękować Łukaszowi, dzięki któremu mamy możliwość oglądania tych filmów :-)

  1. maczek says:

    W artykule wykorzystano mój film (blackout Mateusza), a nie przypominam sobie żeby ktoś mnie pytał o zgodę :-)

  2. emero says:

    Witaj!

    Rzeczywiście nie spytałem – mój błąd. Wyciągnąłem pochopny wniosek, że jeśli film jest na youtube i można go embedować, autor nie będzie miał nic przeciwko.

    Proszę więc po fakcie :-)

  3. maczek says:

    Ok, wybaczam. Ale żeby mi to było przedostatni raz ;-)

  4. doox says:

    Gratuluje wyników i trzymam kciuki za następne zawody.
    Fajnie poczytac o tym co czuliści Panowie podczas prób.
    Dzieki dla Michała za wyjaśnienie paru kwesti formalnych dotyczących zasad i procedur:-)

Komentuj

*Twoje imię

*Twój e-mail (pozostanie prywatny)

www

Dowiedz się więcej o Freediving Team Warszawa.

SHARKWATER